Minęło kilka minut,a ona w dalszym ciągu nie wiedziała co się dzieje. Jakby była z zupełnie innym świecie.
Otworzyła oczy. A jednak to prawda...Pocałował Ją. To nie był zwykły pocałunek. Pocałował ją tak jakby znali się kilka lat.Nie odszedł.Stał naprzeciw Nie,wpatrzony w jej piekne oczy.Nie miał wyrzutów sumienia z powodu tego co wydarzyło sie przed chwilą.Ponieważ widział,że Emi nie wiem co ma zrobić podszedł do niej i wziął jej ręke położył sobie na wysokości swojego serca.
-Czujesz jak szybko bije?-Zapytał
-John..Czy ty chcesz mi coś powiedzieć?
-Tak,Emi. Kocham Cię. Kak cholernie Cie Kocham. Teraz już rozumiesz?
-Tak. Ja...Ja....
-Co TY?
-Właśnie w tym momencie po pocałunku poczułam coś, czego nigdy jeszcze nieczułam-odparła
-Czyli? mogłabyś mi powiedziec coś więcej na ten temat?
-Tak, mogę.Ja chyba...Ja Się w Tobie zakochałam.
Przyznała się,przyznała co czuje. Nigdy nie wyznała nikomu miłości (nie licząc rodziców).
Właśnie przed chwilą przełamała się i wyznała co czuje.
-Emi ja bez Ciebie nie potrafię juz tak normalnie funkcjonować.Jako jedyna chciałaś mi pomóc.Gdy powiedziałaś mi,że jestem twoim przyjacielem,ale ja oczekuje czegoś wiecej.
-John ty chyba niezrozumiałeś.
Podbiegła do Niego,wspieła się na palce i pocałowała Go. Najlepiej jak tylko umiała.
-Teraz juz mi wierzysz?-Naprawde cie kocham.
-Emi, zechciałabyś zostać moją Panią?
-Oczywiście,że tak!-krzyknęła szczęśliwa.
I właśnie w tym momencie zaczął padac deszcz.,ciepły deszcz.Moim zdaniem deszcz szczęścia.
Po chwili dziewczyna uświadomiła sobie ile czasu upłynęło od jej wyjścia z domu.
-Wiem,wiem. musisz już wracać. Poczekaj to chociaż ostatni raz dzisiejszego dnia pocałuje Cię na dobranoc.-podbiegł ,pocałował,a nastepnie przytulił ją.
10 minut później ...
-Emi co tak długo?-spytali rodzice
-Aj zagadaliśmy się z Johnem poprostu.
-No dobrze niech Ci bedzie- usmiechneli sie zgodnie
-Dobra ja ide sie kompać. Dobranoc mamo,Dobranoc tato.
Tak jak powiedziała poszła prosto do łazienki.Usiadła na kolorowym dywanie i zastanawiała się nad tym co się stało kilka minut przed domem jej ukochanego. Po 15minutach zdjęła swoje przemoczone ubranie i wzieła gorący prysznic.Była tak zmęczony,że gdy tylko weszła do łóżka natychmiastowo zasnęła.
Zapadła w głeboki sen.Oczywiście jakby mogło byc inaczej przysnił jej się John. Czuła ,jakby spadała w przepaść. John leciała tuz nad niąchciał złapać ja za rekę,ae za każdym razem, gdy był blisko,ona tak jakby uciekała. Gdy sie obudziła zoaczyła Marry stojącą nad jej łóżkiem.
-Emily co się dzieje?śnił Ci się jakiś koszmar?-zapytała
-Mamo,to tylko dziwny sen.Nie przejmuj się.-zapewniała dziewczyna.
Marry jednak widiała,że Emi nie chce jej opowiadać jaki przebieg miał sen,więc odpuściła. Nie miała zamiaru dalej jej męczyć.
Tego dnia Emily Incy nie poszła do szkoly.Była naprawdę zmęczona. Za każdym razem,gdy próbowała zamknąć oczy, by choć na chwilę się zdrzemnąć,sen powracał.
Wszystko dookoła jakby poszarzało...Było jakieś nudne i nie takie jak zawsze.
-Emi, ktos do Ciebie kochanie- krzyknęła mama
-Kto to?przeciez nie spodziewała się gości.- odpowiedziała zdziwiona nastolatka.
-Nijaki Pan Brown mówi,że jest twoim przyjacielem.
-No dobrze. Niech wejdzie-ucieszyła się z jego przyjścia.
Mimo tego,że była bardzo słaba w środku czuła,że go potrzebuje.Gdy tylko wszedł od razu rzuciła mu się na szyje.
_______________________________________________
Nastepną część odam,gdy tylko znajdę wolną chwilę.
Mam nadzieję,że Wam się spodoba.
Miłego czytania :)
B O S K I E ! *o* To się nam dzieciaczki zakochały <3 Ale dlaczego kończysz w takim momencie? Przez Ciebie spać nie mogę, bo myślę czego może chcieć pan Brown od Emi... ^^ Pozdrawiam i czekam na następny :*
OdpowiedzUsuńŁOJJ tam ! nie przesadzajmy xD
OdpowiedzUsuń