-Kochanie, tak bardzo za Tobą tęskniłam...
Po chwili weszła mama Emi,z szerokim uśmiechem na twarzy.
-No dobra to Ja idę na górę,a Wy tu spokojnie.
-Mamuś, jakbyś mogła przynieść nam dwie szklanki soku...- powiedziała tak,ponieważ chciała Mu powiedzieć co się wydarzyło.
Mama dziewczyny przyniosła soki,o które prosiła dwójka,PO CZYM WYSZŁA.
-Miśku, myślałam,że coś Ci się stało.Miałam taki zły sen .... Jak o tym pomyślę,aż słabo Mi się robi.
-Emi ja miałem dokładnie taki sam. Musimy więcej czasu sobie po święcać. Nie uważasz?-zapytał.
-OCZYWIŚCIE KOCHANIE!-pomimo braku sił, starała się tego nie okazywać.
Przesiedzieli cały dzień na kanapie w salonie Emi.Kolejny dzień postanowili spędzić w domu Johna.
-Kochana moja Ty, mam nadzieję,że jakos wytrzymasz pytania mojej mamy-zaśmiał się.
Tej nocy dręczył Ją ten sam sen. Czuła sie fatalnie. Nad ranem mama Emi usłyszała krzyki.
Wystraszyła się,dlatego właśnie zadzwoniła po ambulans.
Zabrali Ją do szpitala. Jej stan został uznany za ciężki(ale stabilny),nie widzieli jeszcze tak wyniszczonego organizmu.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
-Sorry, no ja do dziewczyny! -przebiegł obok nie zwracając uwagi na krzyczącego pana z ochrony.
Był totalnie przerażony. Nie wiedział w jakim stanie zastanie swoją wybrankę.
wbiegł na sale i zobaczył.....Ją była...taka mała przy tym wszystkim.
Przy tych wielkich maszynach przy których tkwiła. Nie była w pełni przytomna w tym momencie.
-Kochanie jestem juz przy tobie. damy sobie radę,będzie dobrze..
Wtym momencie wsedł lekarz,aby powiadomic rodzine o wynikach badań przeprowadzonych Emily.
Było duzo kartek. To jedyne co pamięta....ponieważ kilka sekund później przestała oddychać. I od razu było wiadome,że właśnie teraz sen wrócił.
John teraz stał ze spływającymi łzami po policzkach i krzyczał:
-Emily nie rób mi tego! Ja pi*rd*le! NIE! -i właśnie teraz stracił nadzieję ...niestety.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Przepraszam :* na więcej nie mam jakoś weny. tak dzisiaj przez takiego "Pana" odwala mi xD
jutro może coś zdziałam :) WYBACZCIE!
ŻE CO?! Emi w szpitalu?! Ale ona będzie żyć, prawda? Yh, ty to też jesteś, nie dość, że taki krótki, to jeszcze Emi przestaje oddychać... Ale i tak cię kocham :* Czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń